Rodzinny hotel


screen_p18fqav2b2irkn2eeogvttbt7

Hotel Iwanowscy

Hotel Iwanowscy powstał w odpowiedzi na konkurencję, która powoli zjadała budowany przez lata rodzinny interes. Na początku było trudno, ale dzięki kredytowi Iwanowscy wykonali duży skok do przodu.

Rozwija interes, żeby coś po sobie zostawić

Czesław Iwanowski pracuje w branży restauracyjnej od początku lat 90. XX wieku. Kilka lat temu poczuł, że interes nieco zwolnił tempo. Wspólnie z małżonką i dwiema córkami stwierdzili, że trochę odstają od konkurencji. Potrzebne były zmiany.

Wkład własny, dotacja, kredyt i poręczenie

– Zdecydowaliśmy, że trzeba rozbudować salę balową i konferencyjną oraz wybudować hotel. Mieliśmy wkład własny, ale na całość inwestycji to było zdecydowanie za mało. Postaraliśmy się o dotację z Unii Europejskiej i jeszcze wzięliśmy kredyt – mówi Czesław Iwanowski, który z żoną i dwiema córkami prowadzi rodzinny interes.
Kredyt był duży, a środki miały zostać przeznaczone na zupełnie nową inwestycję, bank wymagał poręczenia. Iwanowscy zgłosili się do Dolnośląskiego Funduszu Gospodarczego, który takich poręczeń udziela.

Innym się nie chciało

– Tam opracowali dokumentację i niemal od razu dostaliśmy poręczenie od DFG. Siedzę w tej branży 20 lat i powiem, że to tempo było dla mnie zaskakujące. Inne banki działały, jakby im się wcale nie chciało – mówi Czesław Iwanowski.
Sala balowa urosła prawie dwukrotnie i dzisiaj zmieści się w niej swobodnie 160 osób. Sala konferencyjna zaprojektowana jest dla 80 osób. W Kawicach – pomiędzy Prochowicami a Środą Śląską – powstawał pensjonat z 28 komfortowymi pokojami. Całość dostosowana jest do potrzeb osób niepełnosprawnych.

Trudny start, szybki skok

Obok hotelu znajduje się restauracja „Zajazd u Beaty i Violetty”, którą prowadzą córki państwa Iwanowskich. Organizowane są tam imprezy okolicznościowe, firmowe spotkania i bankiety. Najważniejsze, że wszystko pozostaje w rodzinie, a córki ściśle współpracują z rodzicami, uzupełniając się nawzajem.
– Obecnie mamy już zamówienia na 2014 rok. Goście piszą nam, że czuli się u nas jak w hotelu pięciogwiazdkowym. To miłe, tym bardziej, że wszystko robimy wspólnie. Później zostanie to dla córek. Gdyby nie rodzina, toby się nie opłacało – mówi Czesław Iwanowski.